środa, 27 lipca 2016

Eight

Rzucam się po całym łóżku zalana potem. Nie mogę zasnąć i męczę się w ten sposób od kilku godzin. Bez ustanku myślę o Molly, dziewczynie, która przedawkowała narkotyki i umarła w samotności, która zniszczyła swoje relacje z siostrą, i której nikt nie pożegnał. Dręczą mnie także krótkie senne wizje. Za każdym razem, kiedy Morfeusz wciąga mnie do swojego świata, uderzają we mnie nieostre obrazy z przeszłości. Wiem, że to muszą być moje wspomnienia, które jakimś sposobem wyparłam z podświadomości, a teraz przychodzą do mnie, bo odkryłam, że moja rodzina coś przede mną ukrywa. Jestem o krok przed poznaniem prawdy, która była przede mną skrywana a obrazy z przeszłości mącą mi w głowie.

Mam sześć lat i leżę w swoim łóżku. Staram się oddychać tak jakbym spała i ze wszystkich sił walczę z chęcią podniesienia powiek. Chcę, żeby Aiden myślał, że śpię. Nie wiem co tutaj robi, ósmą noc z kolei, ale coś mi mówi, że brat nie chce, abym o tym wiedziała. Nie chce być przyłapany, więc udaję, że śpię i nigdy nie wspominam o tym, że go widziałam, jak siedzi przy moim łóżku w nocy i przygląda mi się w milczeniu. Nie boję się Aidena, wiem, że mnie kocha, ale zachowuje się dziwnie. Może pilnuje, żeby żaden potwór spod łóżka mnie nie zabrał. Nagle żałuję, że powiedziałam mu o potworze, bo może wtedy tak by się nie martwił i spałby normalnie u siebie w łóżku. Ale tak się bałam..

- Aiden, kochanie co ty tutaj robisz? - zatroskany głos mamy dobiega z tyłu mojej głowy. Nadal mam zamknięte oczy, ale wyobrażam sobie jak mama staje za Aidenem i kładzie mu rękę na ramieniu.

- Nie mogę spać. - Odpowiada jej Aiden.

- To dlaczego nie przyjdziesz do mnie i do taty? Co robisz w pokoju Freyi?

- Sprawdzam, czy Ich przy niej nie ma. Niedawno coś wystraszyło ją w nocy.

- Och, Aiden...

- Raz wydawało mi się, że widziałem jednego z Nich. Teraz przychodzę i patrzę jak śpi.. Wolę się upewnić, że nic jej nie jest.

Aiden chroni mnie przed potworem, który czai się pod moim łóżkiem - myślę sobie - Kocham Aidena. Mam najlepszego brata na świecie, a potem odpływam w sen.

Biorę głęboki wdech, łapczywie wciągam do płuc powietrze i słucham, jak coś szeleści mi w płucach. Krzywię się na ten dźwięk, a potem siadam na łóżku. Czy Aiden, aby na pewno bronił mnie wtedy przed zmyślnym potworem? Byłam mała i nie pamiętam już nawet co mnie wtedy tak wystraszyło, ale przecież potwory nie istnieją i wiem to na pewno, a jednak wtedy czegoś się bałam. Coś czaiło się na mnie w ciemnościach, a Aiden czuwał nade mną jakby to była sprawa życia i śmierci. Jestem przerażona. Nagle wydaje mi się, że z mojego pokoju zostało wyssane całe powietrze, a ja się duszę. Moje płuca stają w ogniu, a w moich żyłach toczy się strach niczym żrąca ciecz.

Jestem tak zmęczona, że znów opadam na poduszkę i po chwili znów znajduję się na granicy jawy a snu.

Chowam się za połami płaszczów zawieszonych na stojącym wieszaku w korytarzu, moje nogi zakrywają parasole wstawione w metalową konstrukcję, coś na wzór podłużnego kosza. Zakrywam swoje usta dłonią, żeby się nie roześmiać, bo wtedy Aiden mnie złapie.

Słyszę dźwięk otwieranych drzwi i zerkam w tamtym kierunku. Przez próg przechodzi mama i jak zwykle wygląda pięknie nawet z mokrymi od deszczu włosami. Chciałabym być kiedyś taka ładna jak mama i uśmiechać się jak ona, bo mama ma uśmiech jak słońce. Chcę wyskoczyć ze swojej kryjówki i podbiec do niej, a potem przytulić się do jej nóg, ale nie mogę się stąd ruszyć, dopóki Aiden mnie nie znajdzie.

Mama odkłada swój płaszcz na wieszak i przez chwilę trochę się boje, że zaraz wyda moją kryjówkę, ale ona mnie nie zauważa. Ma dziwną minę jakby smutną albo po prostu zamyśloną. Do korytarza zaraz wchodzi mój tata i oboje z mamą wpatrują się w siebie, ale milczą. Jakie to wszystko dziwaczne. Mama przytula się do taty, a on obejmuje ją mocno i całuje ją w czoło. Dobrze, że jest przy niej może uda mu się ją rozweselić.

- Oni wrócili, Jim. Widziałam ich - mówi moja mama, a jej głos drży. - Obserwatorzy mówią, że Cienie przesuwają się tutaj, sieją spustoszenie dookoła a dziś pojawiły się w Grandviwe. Duch tej dziewczyny...

- Freya! - wołanie Aidena odwraca moją uwagę od nasłuchiwania rozmowy rodziców. Nie mam pojęcia kim są "Cienie", ale to nie ma znaczenia. Aiden patrzy prosto na mnie. Znalazł mnie.

- Znalazłem cię! - wydaje z siebie zadowolony okrzyk, a potem nie patrzy już na mnie tylko na rodziców.

To moja szansa. Wybiegam ze swojej kryjówki, a potem przeciskam się między rodzicami i biegnę ile sił w nogach do ściany przy kominku. Tam mogę się zaklepać i wygrać. Jeszcze trochę i jest!

- Raz! Dwa! Trzy! Zaklepuję się! Wygrałam, Aiden, wygrałam!

Skaczę w miejscu, unosząc wysoko swoje nogi i śmieję się w głos. Aiden wbiega za późno do salonu, a potem dopada mnie i zaczyna targać mi włosy, a potem mnie łaskocze.

- Pobawimy się moimi żołnierzami? Mama i tata chcą odpocząć.

Kiwam głową na znak zgody, a potem znów skupiam się na swoim oddechu, który próbuję uspokoić po tym szaleńczym ataku łaskotek.

Zapalam lampkę, która stoi na szafce obok łóżka. Podnoszę się do siadu i opieram swoje mokre od potu plecy na zagłówku łóżka.

Kim są "Cienie" albo czym? Dlaczego moja mama tak się ich bała?

Moja głowa wybucha nagłym bólem. Mój pokój znika, wszystko zalewa czerń a ja nie wierzę, że cokolwiek poza tym ogromnym bólem ma jeszcze prawo istnieć. Chwytam się za głowę i krzyczę, a potem zwijam się w konwulsjach na całym łóżku. Nagle rozumiem co się ze mną dzieje, gdy zaczynają zalewać mnie obrazy z przeszłości. Znów przenoszę się do tego dnia, kiedy zemdlałam w domu i na długo straciłam przytomność po tym, jak napadła mnie fala duchów.

Powieki mam tak niewiarygodnie ciężkie, że ledwo udaje mi się je podnieść, ale wkładam w to całą swoją siłę, chwytam się jej resztek i w końcu dociera do mnie światło. Krzywię się nieznacznie i mrużę oczy starając się je przyzwyczaić do panującej jasności, tymczasem ból rozsadza mi głowę.

- Wszyscy wiedzieliśmy, że to kiedyś się stanie, ale nie mogę patrzeć, jak ona leży tam nieprzytomna. Nie zniosę tego. Mówiłem, że powinna wiedzieć - znajomy głos rozbrzmiewa z bardzo bliska, ale nadal nie mam w sobie wystarczająco siły, by patrzeć gdziekolwiek indziej niż w biały sufit.

- Nigdy nie przestaliśmy szukać sposobu, nie traciliśmy wiary. Chciałam ją tylko chronić, wiesz o tym. - Odpowiada mu inny głos, który znam równie dobrze, jak swój własny, ale dalsza część rozmowy ginie jakbym znajdowała się pod wodą, która zniekształca wszystkie dźwięki.

- Oni rosną w siłę - udaje mi się w końcu usłyszeć coś poza niewyraźnymi zlewającymi się w jedno bełkotami. - Freya jest taka niewinna i czysta. To mnie zabija. Jedyne czego pragnę to móc ją ochronić.

Kiedy wizja dobiega końca, zaczynam rozpaczliwie płakać. Dosłownie duszę się własnymi łzami, chociaż ból głowy już zelżał. Płaczę nad swoim życiem, które okazało się jakąś marną iluzją bezpieczeństwa, a naprawdę było całe przepełnione kłamstwami i sekretami. Dlaczego moi rodzice i brat za wszelką cenę chcieli coś przede mną ukryć? Myślałam, że zawsze mówimy sobie o wszystkim, a oni wiecznie tylko kłamali. W dodatku to, co przede mną tak zataili, jest dla mnie poważnym zagrożeniem. Jak mogli pozwolić na to bym żyła bez świadomości tego, że zagraża mi niebezpieczeństwo? Postanowili mnie chronić, ale wybrali do tego złą metodę, bo stwarzanie mylnego poczucia bezpieczeństwa wystawiło mnie na jeszcze większe ryzyko.

Mój płacz nie ma końca.



Hej! Dawno nie pisałam.. Straciłam na to ochotę, bo nie miałam dla kogo pisać.. Ale teraz wróciłam i mam nadzieję, że szybko ponownie tu zajrzę. 

4 komentarze:

  1. Uwielbiam to ff ❤️ Ciekawa jestem co będzie dalej :) do zobaczenia Azja2604 ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rozumiem czemu zniknęli czytelnicy
    Blog jest świetny zarówno z wyglądu jak i z treści. Lubię ten powiew mroku i tajemnicy :)
    Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to opowiadanie jest genialne, takie tajemnicze, dawno takiego nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń